Bukareszt 2013 – relacja z wyjazdu

Road to Champions Leauge

Los tak chciał, że Legia w drodze do upragnionej Ligii Mistrzów wylosowała zespół z Bukaresztu. Ponad 2 lata temu w fazie grupowej Ligii Europejskiej przyszło nam grać z Rapidem. Tamtego wyjazdu nie wspominam za dobrze. Problemy z policją na każdym kroku, prowokacje, ucieczki przez zaplecze restauracji jak w amerykańskich filmach, przejażdżki więźniarkami, dym przy wejściu na stadion, szczegółowe wiskania i siatka pod którą wyrzucane i ukradzione zostało wszystko co mieliśmy w kieszeniach, protest na stadionie i dopiero na koniec jeden z nielicznych pozytywów poza samym wynikiem – doping na pełnej kurwie.

Wiele osób po tamtym wyjeździe mówiło, że nigdy nie wróci do Bukaresztu… odbiło się to na frekwencji – jechać do Rumunii autokarem, busem lub autem to istny hardcor. Może i taniej, bo taka przejażdżka kosztowała 3x mniej niż czarter. Ponad 20 godzin w jedną stronę powodowało, że przede wszystkim trzeba było ogarnąć sobie trochę więcej wolnego w pracy, na co wielu z nas legionistów zwyczajnie nie mogło sobie pozwolić. W perspektywie mamy przecież jeszcze 3 wyjazdy…

SKLW ogarnęło 2 samoloty. Na legioniści.com w komentarzach można było przeczytać żale kibiców w stylu „szkoda, że SKLW nie ogarnęło 3 czarteru, przecież byli chętni”. Gówno prawda. Gdyby było więcej chętnych, podstawione zostałyby 2 duże samoloty. Tymczasem osoby, które zapisały się jako „grupy” leciały normalnym samolotem na 160 miejsc, a pozostali Andrzeje i Janusze, 60 osobowym samolotem pasażersko transportowym, turbośmigłowym górnopłatem krótkiego zasięgu.

ATR 42

Samolot Roger Pereiro

Samolot Grupy fot. Nipild dla legi0nista.com

Zbiórka na lotnisku została zaplanowana na godzinie 5 rano dwie godziny przed wylotem. Czas wylotu samolotów dzieliła różnica 10 minut ale tylko teoretycznie. W praktyce były to ponad dwie godziny. Janusze zjawili się w komplecie, jednak w samolocie z grupami brakowało kilku osób, a nawet znalazł się również taki, który przybył ale… bez dokumentów. Grupy miały więc opóźnienie zanim weszli do samolotu. Później zarówno w jednym jak i w drugim samolocie pojawiły się jakieś usterki i konieczne było wezwanie specjalisty żeby sprawdził co jest nie tak. U Januszy zjawił się stosunkowo szybko – popukał postukał i samolot był za chwile gotowy do lotu, lotu, który planowo miał trwać 2 godziny i 40 minut!  Kapitan zapewniał, że opóźnienie postara się nadrobić, ale ATR osiąga maksymalną prędkość około 500 km/h, więc nie za bardzo w to wierzyliśmy. W drugim samolocie problemy zajęły nieco więcej czasu, tak więc czasami lepiej być Januszem niż kumatym.

Sam lot przebiegł w miłej atmosferze. Wspominaliśmy poprzednie wyjazdy, zwłaszcza ten z października 2011. Jeden ze stewardów podobny był do byłego zawodnika Legii Rogera, więc i jego nie omieszkaliśmy pozdrowić gromkim Roger Pereiro! Nie zwróciłem dokładnie uwagi ile trwał lot, ale na pewno ponad 2 godziny. Tak naprawdę było mi już wszystko jedno, byle tylko poczuć stabilny grunt pod nogami i napić się zimnego piwka. Jak tylko wtarabaniliśmy się z lotniska, które przywitaliśmy głośnymi śpiewami, zapakowaliśmy się do jednego z autokarów jakie na nas czekały. Kamer i reporterów było sporo, widać, że zainteresowanie meczem i kibicami było w Bukareszcie ogromne. Po 30 minutach byliśmy już w centrum, na starym mieście. Tam większość ulokowała się w restauracjach, natomiast my wybraliśmy 3x tańsze piwo sklepowe. Miejscowe piwa Salvia i Ursus kosztowały za puszkę 4,5 leja czyli jakieś 4 polskie złote, natomiast w barze za 0,3 trzeba było zapłacić 12 lei. Gdy popijając piwko przechadzaliśmy się podziwiając otaczające nas widoki i mijała nas policja, w ogóle nie zwracali na nas uwagi. Tak właśnie mijał nam czas w oczekiwani na drugą część kibiców – klasycznie – na ławce z piwkiem, by co jakiś czas zrobić rundę na zwiedzanie okolicy. Nie było lekko, było samo południe i niemal 35 stopni gorąca dawało się we znaki, zwłaszcza, że wcześniej nasze organizmy przyjęły sporą ilość promili.

Stare Miasto

Modelki

Modelki Muzeum Narodowe Centrum Bezpańskie psy Złomiarz UEFA = MAFIA dupy

Gdy po 13 pojawiły się autokary z kibicami z drugiego samolotu i byliśmy już w komplecie, obraliśmy kierunek na Pałac Ludowy. Pałac Parlamentu – budynek rządowy, drugi co do wielkości na świecie (po Pentagonie) nie trudno było zauważyć. Budowla robi mega wrażenie. Udało nam się wejść do środka by z przewodnikiem zwiedzić najważniejsze pomieszczenia i posłuchać co nieco o jego historii, budowie i architekturze. Taka przyjemność kosztowała 25 rumuńskich wariatów na głowę.

Dunaj Pałac Rumuński piknik Pałac Kryształowe żyrandole Pałac przewodniczka DSC05462 Taras 1 Taras 2 Pałac 3

Zwiedzanie zajęło nam trochę czasu, więc ruszyliśmy ku miejscu zbiórki – Piata Uniri. Po drodze zjedliśmy obiad w restauracji. Ceny jak na warszawskiej Starówce. Za 3 obiady i napoje zapłaciliśmy 150 lei. Kasy nie było nam szkoda, uznaliśmy to za konieczność, przed nami był przecież jeden z najważniejszych meczy tego roku i trzeba było mieć siłę na doping.

Uniri Uniri Tatuaż

Na placu czekało już dosyć sporo kibiców. Wśród nich rumuńska policja, która jedynie prewencyjnie pilnowała aby nic złego się nie działo. Tego dnia kibice Legii byli bardzo grzeczni, więc nic złego nie mogło się wydarzyć. Kilkanaście minut po 17, Staruch przekazał info o tym jak przedostaniemy się na stadion. Podkreślił również, że na wyjeździe Legie trzeba reprezentować godnie, a tym na pewno nie jest upicie się do nieprzytomności. Dla każdego, kto musiał być wleczony był to ostatni wyjazd. Na stadion mieliśmy przedostać się jak ludzie, nie więźniarkami i starymi autobusami, a metrem. Każdy zobligowany był do zakupu jednorazowego biletu uprawniającego do przejazdu w cenie 3 lei. Gdy zeszliśmy na stacje metra najbardziej pożądanym obiektem stały się wspomniane bilety. Długie kolejki do kas, oczekiwanie, wszystko to strasznie się przedłużało. Po jakichś 20 minutach policja poszła po rozum do głowy i nakazała otwarcie bramek dla wszystkich – bilety okazały się niepotrzebne. Legioniści wchodząc na peron stali się wielką atrakcją dla Rumunów wracających z roboty. Nasze śpiewy były nagrywane niemal przez wszystkich, którzy mieli telefony. Przejażdżka metrem teoretycznie powinna trwać jakieś 10 minut, jednak żandarmeria nie wiedzieć czemu wsadziła nas w skład jadący na około.  Nikogo poza nami i psiarnią w pociągu nie było. Oczywiście eskortująca policja cały czas pilnowała, aby z nami przypadkiem nie wsiedli miejscowi – kilku osobom się to udało. Jednak na kolejnych stacjach, podczas krótkich postojów, nikt nie był wpuszczany do środka. Jak tylko otwierały się drzwi, głośno śpiewaliśmy! Nawet to nie odstraszało podróżnych, którzy twardo chcieli do nas dołączyć.

w metrze Plan metra Metro Metro Metro Jandarmeria w metrze

Jechaliśmy 30 minut tyle, że metro nie dociera pod sam stadion, więc czekał nas jeszcze dwu kilometrowy spacerek ulicami miasta. Cały przemarsz odbywał się bardzo spokojnie, policja w ogóle nie prowokowała, nawet można było z nimi porozmawiać – jednak jak podkreślał Staruch – ma być tak jak my chcemy, a nie jak chcą rumuńskie psy, więc pogawędki z nimi nie były wskazane.

Droga na stadion

Pod samym stadionem wymieniliśmy vouchery na bilety na mecz i udaliśmy się ku pamiętnej bramie wejściowej na sektor kibiców gości. Pięć cholernych kontroli – ochrona, znowu bardzo szczegółowo i wnikliwie sprawdzała każdego z nas. „To moja stara mnie tak w domu nie maca jak te kurwy” – słychać było komentarze kibiców, którzy narzekali, że zostali zmacani bez żadnych skrupułów – nawet po klejnotach. Znowu zabierane były zapalniczki, zapasowe baterie do telefonów. Na szczęście monety i klucze mogliśmy zabrać ze sobą. Tym razem wszystkim udało się wejść na stadion przed rozpoczęciem meczu.

Wymiana biletów Ochrona i policja Sprawdzanie flag przed stadionem Ostatnia kontrola

Gdy weszliśmy na nasz górny sektor, mogliśmy zakupić napoje i hot dogi w dwóch dostępnych punktach sprzedaży. Jako, że każdy z tych punktów ogarniały po dwie osoby, zakup czegokolwiek trwał strasznie długo. Natomiast sam stadion Narodowy, wewnątrz robił wrażenie – jest bardzo podobny do naszego. Kibice Steauy zjawili się w ogromnej liczbie 50 tysięcy więc gdy tylko zaczynali dopingować swój zespół, skutecznie nas zagłuszali. Podobnie jak ultrasi Sportingu Lizbona, doping prowadzili z dwóch trybun. Na jednej z nich została zaprezentowana kartoniada – „Nikt nie może nas pokonać”, na drugiej widoczny był transparent – „Open the gate for Ultras”.

Więźniarki

Oprawa Kibice Młyn Kibic bufor

Nasz doping stał na dobrym poziomie. Staruch jednak wielokrotnie musiał przywoływać co poniektórych do porządku. Niektórzy zwyczajnie mieli kaca, który niefortunnie przypadł na okres meczu, co przełożyło się na jakość – głośność śpiewu. Po meczu i podziękowaniach dla piłkarzy, kiedy czekaliśmy na możliwość opuszczenia stadionu, wymienialiśmy się uprzejmościami z kibicami Steauy, którzy byli na dolnej trybunie. Zaprosiliśmy ich do Warszawy na rewanż ale chyba nie ma co się spodziewać, że będą w większej liczbie niż my w Bukareszcie, o ile przyjadą w ogóle. Myślałem, że nas będzie z tysiąc, jednak jak się później okazało, w tym roku do stolicy Rumunii przyjechało jedynie 700 Legionistów, co można uznać za kiepski wynik jak na nasze możliwości.

podziękowanie

Po opuszczeniu stadionu czekały na nas autokary, które odwiozły nas na lotnisko. Do Warszawy odlecieliśmy ponad godzinę później niż było to planowane. Tym razem oba samoloty wylądowały w podobnym czasie. Nasz samolot przyleciał jako drugi, a że o 3 w nocy na Warszawskim lotnisku ciężko o transport z płyty lotniska na terminal, musieliśmy swoje odczekać. Po godzinie 4 byłem w domu, a tu za chwile trzeba było wstawać do pracy…

Wylot Wylot

Podsumowując, przebieg wyjazdu był bardzo spokojny. Rumuńska policja jakby bardziej ogarnięta, naprawdę zaskoczyła nas swoim podejściem. Tym razem mieliśmy większą okazje by pozwiedzać Bukareszt, aczkolwiek wiele miejsc nie zostało przez nas jeszcze odkrytych. Liczę więc, że kiedyś, w przyszłości, Legia wylosuje trzeci zespół ze stolicy – Dinamo i jeszcze do Rumunów wrócimy. Chciałbym zobaczyć jak wygląda tam nocne życie.

Fotografie z wyjazdu do Bukaresztu w 2011 roku znajdziecie TU.

Reklamy

Komentarzy 7 to “Bukareszt 2013 – relacja z wyjazdu”

  1. szacunek! Super relacja! Dzieki! i fotki ze stadionu! i zabytki i kibice i panienki! Kozak materiał!

  2. robert Says:

    LEGIA AWANSUJE…..DO BOJU.

  3. Damon Says:

    dzięki, super komentarz i zdjęcia, pozdrawiamy z Wlkp….córka chce dostać koszulkę Legii :)

  4. http://sklep.legia.com/sklep/
    tu są wszelakie.
    Ali szacun za relacje.

  5. dzik Says:

    chciałbyś zobaczyć jak wygląda nocne życie?
    Bracie – jest mega.
    zresztą chyba widziałeś te towary na ulicach

  6. […] Po dwóch latach wyjazd z Legią do Rumunii wyglądał inaczej co opisał na blogu Legi0nista tutaj, gorąco zapraszam do […]

  7. […] blog kibiców Legii Warszawa « Bukareszt 2013 – relacja z wyjazdu […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: