Powrót do przeszłości – Trondheim 2012

Trondheim 2012

Powrót do przeszłości „Trondheim” to pierwszy wpis z trzech wyjazdów, które nie znalazły się na blogu legi0nista.com, a na które miałem okazje pojechać. W związku z smutnymi faktami, jakie nas kibiców Legii (i nie tylko) ostatnio dotknęły, jak również z moją nieobecnością w Dublinie, Edynburgu czy Aktobe, postanowiłem podzielić się z Wami wrażeniami z niedalekiej przeszłości.

Dokładnie dwa lata temu, w trochę innych okolicznościach niż obecne, Legia walczyła o awans do fazy grupowej Ligii Europejskiej z Rosenborgiem Trondheim, zaraz po wyeliminowaniu Metalurgsa Lipawa. Rywal był ciężki, ale zdecydowanie do przejścia. Niestety, jak się później okazało, nie daliśmy rady, głównie przez fakt, iż młodzi i niedoświadczeni piłkarze Legii popełniali karygodne błędy, przez co nawet bramki Koseckiego (w Warszawie) i Ljuboi (w Trondheim) na niewiele się zdały.

SONY DSC

Jak to zwykle po losowaniu, wspólnie z wyjazdową ekipą, zaczęliśmy kombinować jak tu by się dostać na północ Norwegii. Niezła zagwozdka, gdyż Trondheim oddalone jest od Warszawy ponad 2 tysiące kilometrów! Ponadto kraj ten do najtańszych nie należy, a wręcz przeciwnie. Norweskie ceny potrafią zaskoczyć nawet największego snoba. Oczywiście, kasa jest zwykle istotnym czynnikiem, od którego zależy podjęcie decyzji o wyjeździe, jednak nie była w tamtym momencie kluczowa. Myśleliśmy o różnych opcjach podróży, w grę wchodził nawet wyjazd samochodowy.Sami widzicie jak byliśmy napaleni. Na szczęście, wybraliśmy opcję samolotową i skorzystaliśmy z oferty taniego przewoźnika, który dopiero, co zaczął latać z lotniska Modlin do Oslo Rygge. Mało legionistów wybrało taka opcję, dlatego też bilety nie były wcale drogie. Z tego co pamiętam kosztował mniej niż 300 PLN w obie strony w terminie  28.09.2012 – 1.10.2012 r. Pozostała, więc kwestia przedostania się ze stolicy do Trondu (jakieś 550 km). Samolot? Pociąg? Każda z opcji cholernie droga, ale że było nas pięciu, najkorzystniej wychodził wynajem auta.

SONY DSC

W tym miejscu musze wspomnieć o naszym przyjacielu Slavie, bez którego wyjazd pewnie by nie wypalił. Slav mieszka i pracuje w Oslo od paru ładnych lat. Wiedzieliśmy, że w takiej sytuacji musimy go odwiedzić, a on sam zaproponował, iż pożyczy nam swoje auto na parę dni i dodatkowo postara się zorganizować jakiś nocleg w Oslo, w razie potrzeby. Spadł nam z nieba. Byliśmy uratowani, wielkie dzięki Slav!

SONY DSCSONY DSC

Kolejną kwestią do ogarnięcia był nocleg, tyle, że w Trondheim. Ceny w hostelach jak w średniej klasy europejskich hotelach, za bardzo nie zachęcały. Jako, że mecz miał miejsce pod koniec sierpnia, liczyliśmy, że jeszcze załapiemy się na jakiś karawaning, – norweskie domki kempingowe, które również do tanich nie należały, ale na coś trzeba było się zdecydować. Dokonaliśmy już nawet wstępnej rezerwacji, co nie zmieniło to faktu, iż dalej mieliśmy wiele znaków zapytania z tym noclegiem związanych. Na czym będziemy spać? Czy będzie pościel? Czy mamy wziąć śpiwory?

droga fot. Wojtek Dworzyński

Na szczęście, nasze kontakty w Norwegii nie ograniczały się jedynie do Slava. W Trondheim mieszkał i pracował nasz kolejny przyjaciel z dawnych lat, Sebastian, którego poprosiłem o pomoc. Seba nie mieszkał sam i w tym tkwił szkopuł. Czy ktokolwiek normalny zgodziłby się przyjąć pod swój dach pięciu nieznajomych kiboli Legii Warszawa? Na szczęście, rodacy na obczyźnie nie zawsze są dla siebie wilkiem. Współlokatorzy pokazali, że mają w sobie nutkę szaleństwa i zgodzili się nas przyjąć. Magdo, Mirku, Sebastianie – jeszcze raz wielkie dzięki!

SONY DSC

Jak sami widzicie, wszystko ułożyło się perfekcyjnie. Mogliśmy, więc już na spokojnie dograć pozostałe szczegóły dotyczące wyjazdu, którędy jechać i co zobaczyć. Logistycznie było, co ogarniać, a oto i dlaczego. Przylot do Oslo mieliśmy około godziny 22 wieczorem, dzień przed meczem. Na lotnisku, czekał na nas Slav i samochód. Zmieniając nieco plany, pojechaliśmy dosłownie na chwilę do Slava(z lotniska do Oslo było jakieś 70 km), by koło północy wyruszyć do miejsca docelowego. Na 6 rano umówieni byliśmy u Seby, który przed wyjściem do roboty chciał nas na szybko zakwaterować.Jechaliśmy całą noc, krętymi ulicami pośród norweskiej dziczy, robiąc zaledwie kilka przystanków na siku.Ruch na drogach był co prawda niewielki, ale jak już mijaliśmy jakiś samochód, to nie wiem dlaczego, ale za każdym razem, jeszcze przed samym minięciem, norwescy kierowcy włączali długie światła mocno nas oślepiając. Kierowcę mieliśmy ogarniętego, trzeźwego i wprawionego w boju – dzięki ścinaniu zakrętów udało nam się dotrzeć do Sebastiana niemal idealnie, a lekkie spóźnienie rozwiązaliśmy podwózką Sebastiana do miejsca pracy.

1 fot. Nipild

 2 fot. Nipild

SONY DSCSONY DSC

Po parogodzinnym przespaniu się na kanapach w salonie i lekkim ogarnięciu, koło godziny 12 ruszyliśmy w miasto. Zakupy dokonane odpowiednio wcześniej na lotnisku w norweskiej strefie bezcłowej umiliły nam zwiedzanie i oczekiwanie na mecz. Do centrum dotarliśmy niemalże w tym samym czasie, co kibice, którzy wybrali się na mecz czarterem. Nie mieliśmy za dużo czasu na zwiedzanie miasta, starczyło go jedynie na krótki spacer. Po drodze odebraliśmy jeszcze nasze bilety na spotkanie i udaliśmy się w okolice stadionu, gdzie czekało na nas najdroższe piwo w życiu, zakupione w odpowiedniku naszego Sportsbaru przy Łazienkowskiej. Degustacja odbyła się pośród norweskich wikingów, tfu kibiców, którzy nie zwracali na nas większej uwagi. Były oczywiście wyjątki, ale skończyło się tylko i wyłącznie na słownych konfrontacjach.

SONY DSCSONY DSC9 tof. Nipild7 fot. Nipild6 fot. Nipild3 fot. NipildSONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC 5 fot. NipildSONY DSCSONY DSC SONY DSC 12 fot. Nipild11 fot. NipidlSONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSC

Wejście na stadion odbyło się prawie bezproblemowo. Ochrona wpadła na pomysł, że plecaki kibiców zostaną przed wejściem, po czym kiedy uzbierała się spora liczba plecaków, szybko z tego pomysłu zrezygnowano. Na trybunach również było w miarę spokojnie. Był jeden mały incydent, kiedy to jeden z naszych zagubił się trochę na sektorze. Ochrona chciała jedynie by wrócił do grupy, co spotkało się z szybka reakcją krewkich legionistów tylko szukających jakiejkolwiek prowokacji. Oczywiście muszę również napisać o rzekomym podpaleniu krzesełek przez kibiców Legii. Rzeczywiście, jedno z krzesełek podpaliło się od użytej pirotechniki do meczowej oprawy. Nikt nie miał jednak takiego zamiaru, po prostu tak niechcący wyszło. Kiedy strażacy próbowali ugasić pożar, legioniści chyba, źle to zinterpretowali, jako próbę przejęcia oprawy. Jedni i drudzy szybko się jednak ogarnęli. Oprawa została zwinięta, a krzesełko ugaszone. Niestetyinformacja poszła w świat – kibice Legii zdemolowali stadion rywala i doprowadzili do przerwania meczu. Mecz faktycznie został przerwany, ale tylko dlatego, że skończyła się pierwsza połowa spotkania.

SONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSC

Po meczu, w jakże chujowych nastrojach, wróciliśmy na miejscówkę do Sebastiana. Dlaczego nie zostaliśmy na mieście? Do tej pory zadajemy sobie to pytanie. Rano trzeba było zawijać się z powrotem gdyż kolejnego dnia czekał na nas samolot powrotny, również z Oslo. Mieliśmy, więc cały dzień na powrót do Slava, a żeby zobaczyć trochę Norwegii, wracaliśmy zupełnie inną trasą. Jeszcze tylko zerknęliśmy na skocznie, na której rekordy bił niegdyś Adam Małysz, i ruszyliśmy w podróż pełną niesamowitych widoków.

SONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC

1. fot. Atom MojaLegia.pl

Tunele, mosty, promy, wszystko ładne i piękne, do momentu, aż nie trzeba za to płacić. Do tego zdarzyło się najgorsze, bo zabrakło alkoholu. Znalezienie sklepu z mocniejszymi trunkami było nie lada wyzwaniem, ale udało się. Informacje udzieliły nam dzieci w wieku szkolnym, to nie żart. Grunt to być zorientowanym i przygotowanym na najgorsze. Naszym celem nie był jednak tylko sklep z wódą. Chcieliśmy przejechać się jedną z najbardziej znanych i najpiękniejszych norweskich tras, czyli Drogą Troli. Widoki były nieziemskie, co zresztą możecie zobaczyć sami na zdjęciach. Trasa taka, że kopara opada. Do tego fiordy po jadły nam z ręki! Musicie kiedyś tego spróbować.

 SONY DSC

SONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC 2 fot. Atom MojaLegia.plSONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC

SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC SONY DSC

W Oslo byliśmy koło 3 w nocy. Niestety noc mieliśmy zarwaną, gdyż cieciu hotelu pracowniczego, w którym spaliśmy dosłownie na korytarzu, z samego rana, zrobił nie lada aferę na nasz widok. Obyło się bez wzywania policji pomimo wielu gróźb i wrzasków. Nie dane nam było odpocząć, gdyz po szybkim śniadaniu, Slav odwiózł nas na lotnisko.

SONY DSC

KLIKNIJ NA SZCZEGÓŁY MAPY

KLIKNIJ NA SZCZEGÓŁY MAPY

To była jedna z naszych najlepszych wyjazdowych wypraw. Wszystko pięknie się zgrało, byśmy mogli poznać nieco norweskie krajobrazy. Wszystko dzięki naszym znajomym, bez których nie było by tak pięknie. Podróż bardzo krótka i intensywna, dlatego trzeba tam kiedyś wrócić. Zobaczyć zorza polarne, to by było coś. Kolejne relacje z przeszłości już w krótce, m.in. wspomniana Lipawa i coś dla kumatych czyli łotewska królewna.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Powrót do przeszłości – Trondheim 2012”

  1. […] do przeszłości „Lipawa 2012” to kolejny z wyjazdów, które nie znalazły się na blogu legi0nista.com, a którym chciałem sie z Wami […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: