Promieniująca wyprawa – relacja z wyjazdu do Kijowa

Wyprawa Kijowska, czyli kolejny wyjazd w europejskich pucharach za nami. Sporo było zamieszania przed meczem, sporo zamieszania po meczu. Tam gdzie gra Legia, wiedz że coś się stanie, tylko nie na trybunach, a przy zielonym stoliku. Zapraszam do przeczytania relacji z wyjazdu na Ukrainę!

Chwile po losowaniu, byłem pewny, że mecz z Metalistem Charków odbędzie się w Kijowie, gdyż to właśnie tam zespół z Ukrainy rozgrywał swoje mecze eliminacyjne do LE z Ruchem Chorzów. Uznałem, że tylko podróż samolotem wchodzi w grę zwłaszcza, że bilety wcale nie były drogie. Jednak nie od razu je zakupiłem,ze względu na pojawiające się wątpliwości dotyczące sytuacji politycznej na Ukrainie. Sama myśl o wyjeździe na wschód, do kraju, w którym panuje wojna wyzwalała we mnie dodatkowe emocje i adrenalinę. Pomyślałem sobie, że będzie ciekawie, będzie się działo i nie może mnie tam zabraknąć.

DSC_9193 DSC_9195

Zakupiliśmy bilety na środę i piątek, klasycznie – by pojawić się w stolicy dzień przed meczem, chwilę zaaklimatyzować, poznać miasto oraz panujące w nim warunki. Tymczasem Prezes Leśnodorski raczył poinformować na swoim twitterze, że mecz rozegrany będzie jednak we Lwowie! Pomijając szczegóły, wszystko wskazywało na to, że Prezes miał rację. Nie czekając na oficjany komunikat z UEFY, zakupiliśmy bilety lotnicze z Kijowa do Lwowa (również na środę i piątek) jednocześnie przedłużając sobie pobyt w Kijowie do niedzieli. Dopiero później naszła nas refleksja, że do Lwowa przyjedzie mega liczba Legionistów i ktoś to będzie mógł chcieć wykorzystać do swoich politycznych gierek. Mogłoby naprawdę stać się coś nieobliczalnego.Lwów nie jest, nie był i nie będzie przygotowany na najazd tysięcy kibiców Legii z całej Polski. To nie EURO, to nie ten klimat, zbyt piękne by mogło być możliwe. Z tego faktu zdała sobie sprawę również UEFA, która ostatecznie przeniosła go do Kijowa, tyle, że na dzień wcześniej przed planowanym i na zupełnie innym stadionie.

DSC_9196 DSC_9197 DSC_9198

Z planowanych trzech dni wyjazdu, nagle zrobiło się pięć! Dobrze wiedzieliśmy, co z tym fantem zrobić. Zabookowaliśmy jednodniową wycieczkę do Prypeci i Czarnobyla, do miejsc, które znaliśmy do tej pory z historycznych książek, relacji przeróżnych portali, filmów na YT, starych zdjęć i opowiadań rodziców. Jak było, możecie zobaczyć na poniższej fotorelacji, jednak zanim pojechaliśmy do ZONY (strefy wykluczenia) – czekał nas mecz, prawdziwy powód, dla którego zjawiliśmy się na Ukrainie.

DSC_9199

Moment po wylądowaniu na lotnisku Kijów Boryspol, spotkaliśmy Michała – kibica Legii, który biegle włada językiem rosyjskim. Miał już zamówioną taksówkę, więc w miarę sprawnie udaliśmy się do centrum miasta. Cena za przejazd (200hr) również była mniejsza niż ta, która oferowali taksówkarze na lotnisku. Jak się dowiedzieliśmy cena ta waha się od 600 do 300 hrywien, w zależności od tego, na jak bardzo bogatego człowieka z zachodu się wygląda. Zresztą, taka zasada panowała również w klubach i innych miejscach rozrywki, gdzie pochodzenie i wygląd stanowiły o uznaniowej kwocie za daną usługę.

DSC_9200 DSC_9201 DSC_9203

Z wynajętych apartamentów na Majdan Niepodległości mieliśmy pięć minut drogi piechotą. Już po drodze spotkaliśmy kliku „naszych” również udających się w wiadomą stronę. Gdy dotarliśmy na miejsce, zebrała się już spora grupa kibiców, która zdecydowanie wyróżniała się na tle tego ogromnego placu. Długo nie czekaliśmy, bo parę piwek później wszyscy zebrani ruszyli w stronę starego stadionu Dynama Kijów oddalonego kilometr od Majdanu. Po drodze odpaliliśmy trochę pirotechniki, ale co należy zaznaczyć, z należytym szacunkiem przeszliśmy obok miejsc pamięci pomordowanych niedawno Ukraińców. Stadion Valerija Łobanowskiego znajdował się w dużym parku, ale zanim zaczęli nas wpuszczać na obiekt, mieliśmy jeszcze chwilę wolnego, kończąc resztki alkoholu, które nam się ostały. Samo wejście na trybuny odbyło się bardzo sprawnie, bez żadnych kłopotów. Tuż za bramą czekał na nas mały catering. Co prawda organizatorzy nie przygotowali nic na ciepło, ale słodycze, chipsy i pół procentowe piwo i tak robiły furorę.

DSC_9208

Doping Legii stał na bardzo dobrym poziomie, choć miał swoje lepsze i gorsze momenty. Staruch dobrze nas motywował, krzycząc do nas, że nie przyjechaliśmy się tu ani najebać, ani na wycieczkę krajoznawczą, tylko dopingować Legię. Szczyt formy osiągnęliśmy w momencie, kiedy zarzucił – cała „Legia bez koszulek”. Nie było przesadnie zimno, aczkolwiek mały chłodek powodował, że decybele znacząco wzrosły. Kiedy zaintonowaliśmy „ruska kurwa” reszta stadionu zareagowała gromkimi brawami. Ukraińcy nie wzięli sobie tej pzyśpiewki za bardzo do siebie, w przeciwieństwie do innego hasła, które krzyczeliśmy: „Lwów, Polski Lwów”. Następnego dnia w wiadomościach widzieliśmy, że nasze roszczenia zostały zgłoszone do ukraińskiej prokuratury. Śmiech na sali! O flagach już nie wspominając…

SONY DSC

Paręnaście minut po zakończeniu meczu zostaliśmy wypuszczeni na miasto, gdzie większość rozeszła się w swoje strony.Legionisci byli widoczni na mieście, głównie przez odpaloną pirotechnikę i gromkie śpiewy. Nie doszło do żadnych starć ani z milicją, ani z kibicami ukraińskich drużyn. Spokój jak w Lipawie. My upatrzyliśmy sobie bar przy Majdanie (niedaleko McDonalda), czynny 24 godziny na dobę, gdzie przez kilka godzin świętowaliśmy wygraną wspólnie z… ukraińskimi studentkami. Noc była długa i ciężka, zakończyła się w klubie o śmiesznej nazwie Złoty Nosorożec, na pokazach popularnego ostatnio w naszym kraju „Pole Dance” :) Kolejny dzień był więc mega ciężki, ale jakoś daliśmy radę – poniżej możecie zobaczyć nasz „zestaw naprawczy”.

SONY DSC DSC_9214 SONY DSC

Kolejne dni to już zwiedzanie Kijowa – m.in. rezydencji Janukowycza oraz wyjazd do Czarnobyla i Prypeci. Pogoda dopisała, aczkolwiek mogło być trochę cieplej, gdyż temperatura w ciągu dnia była „na minusie”. W niedzielę zgodnie z planem zawinęliśmy do domu, z uśmiechami na twarzy, wciąż zachwyceni Czarnobylem i jego okolicą. Warto było tam pojechać nawet na chwilę, na jeden dzień. Szczególnie polecamy! Kolejny wyjazd pod koniec listopada do Belgii, tam też nas nie zabraknie.

Kijów:

SONY DSCSONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC   SONY DSC SONY DSCSONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC  SONY DSC SONY DSC  SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC SONY DSC

Czarnobyl i Prypeć:

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

SONY DSC SONY DSC

SONY DSC SONY DSC

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSCSONY DSC

SONY DSCSONY DSC

SONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Jeśli zdjęcia się podobały, polub ten wpis, udostępnij lub zostaw komentarz.

Reklamy

Komentarzy 5 to “Promieniująca wyprawa – relacja z wyjazdu do Kijowa”

  1. Super zdjęcia… widzę że część pejzaży z Prypeci myliłem z Czarnobylem teraz wiem.

    • Tak na prawdę nie ma tu zdjęć z Czarnobyla, poza pierwszym zdjęciem pomnika ratowników. Reszta pochodzi z okolicznych wiosek (opuszczone przedszkole), elektrowni czy samej Prypeci. Oko Moskwy oddalone jest od Czarnobyla również kawałek drogi.

  2. Rewelacja! Do Meżyhirii też się wybrałem, ale do Prypeci nie starczyło kasy i czasu. Sporo zdjęci i fajnie się czytało. Dzięki :)

  3. […] się wtedy udać do stolicy Serbii. Zachęceni postkomunistycznym klimatem jaki zaznaliśmy w Kijowie, nie zmienialiśmy już kierunku wyjazdu, chociaż derby Mediolanu mocno kusiły. Pomimo […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: