Szybka relacja – wyjazd do Gliwic

DSC_0028

Witajcie! Po dłuższej nieobecności Legi0nista wrócił na szlak wyjazdowy. Nie chciałbym się Wam tłumaczyć dlaczego nie było mnie w Rumunii, Albanii czy Łęcznej. Napiszę tylko, że spowodowane jest to brakiem urlopu, gdyż we wrześniu zaplanowaną mam konkretną, egzotyczną podróż. Szczegóły niebawem, relacja oczywiście znajdzie się na blogu, o ile wrócimy cali i zdrowi.

Jak tylko trafiła się okazja by pojechać w weekend do Gliwic, nie mogłem z niej nie skorzystać, zwłaszcza, że mamy zakazy wyjazdowe na Ekstraklasowe spotkania w Zabrzu i Białymstoku. Bilet na mecz kosztował jedyne 30 zł (specjalna karta kibica gości + papierowy bilet), co oznaczało, że na Śląsk udamy się samochodami. Zbiórka miała miejsce na stacji benzynowej w okolicach Żabiej Woli o godzinie 14, ale już po 12 można było spotkać tam pierwszych kibiców. Panie sprzedające na stacji były bardzo zaskoczone, a raczej wystraszone nagłym pojawieniem się sporej liczby kibiców, dlatego szybko zamknęły swój przybytek, w obawie przed możliwymi promocjami. Z uwagi na panującą pogodę, spóźnialscy, mniej zaopatrzeni w napoje musieli więc bardzo uważać, żeby się w drodze do Gliwic nie odwodnić.

11872941_755629907897102_1164178392_n

Gdy tylko ruszyliśmy pojawiła się policja (również helokopter), która nas eskortowała pod sam stadion. Nie obyło się bez prowokacji i utrudnień z ich strony. Gdzieś na „gierkówce” (e75) na wysokości Radomska cała kolumna kibiców stanęła z niewiadomych przyczyn. Zdezorientowani kibice zaczęli więc wychodzić z aut i iść w kierunku czoła kawalkady by dowiedzieć się o co chodzi. Pojawiały się więc różne sprzeczne informacje. Najlepszą, którą podłapały następnie serwisy informacyjne z GW na czele to ta, jakoby miało dojść do ustawki pomiędzy kibicami Legii, a Widzewa, który grał swój mecz w pobliskim Pajęcznie z Zawiszą. Nasze drogi podobno miały się skrzyżować, oczywiście wszystko zostało wcześnie zaplanowane, a że plan nie wypalił, kibole odbili sobie kręcąc dym z psiarnią, specjalnie blokując drogę w obydwu kierunkach przez około godzinę. Fakty były oczywiście inne. Wszystkiemu winna była policja, która miała kaprys by zatrzymać samochody legionistów jadące na czele pod pretekstem spowalniania ruchu. Posypały się mandaty, jeden z kibiców został zawinięty. Powiadomiliśmy więc mundurowych, że jedziemy wszyscy albo nie jedziemy wcale, dlatego tak długo trwało to całe zamieszanie. W nasze szeregi wkradła się nerwowość, bo mogliśmy nie zdążyć na mecz…

Prowokacja

I nie zdążyliśmy! Pod stadionem byliśmy co prawda przed 20, tam zostawiliśmy auta (było sporo zorganizowanego miejsca) ale wpuszczanie na sektor odbywało się bardzo powolnie ze względu na jedyne 3 kołowrotki. Wszyscy weszli w około 30 minucie meczu i dopiero mogliśmy zacząć doping. Kilka osób wyłamało się po bramce zdobytej w 7 minucie przez Niko, ale radosne śpiewy nie potrwały dłużej niż kilkanaście sekund.

DSC_0029

Jako, że staliśmy w samym środku młyna mieliśmy wrażenie, że nasz doping stał na bardzo dobrym poziomie, bo nie szczędziliśmy naszych gardeł. Ciężko jest mi więc ocenić jak to wyglądało z boku. Najdłużej śpiewaliśmy nową wersje „Jesteśmy zawsze tam”. Nie mogło zabraknąć również nowej pieśni w naszym repertuarze, a mianowicie „Uwolnić Maćka”. Po odśpiewaniu kilku głośnych „Ceeeee” Staruch stwierdził, że chyba nas lubią, bo nie było ze strony Piasta żadnej odpowiedzi. W ogóle za dużo nas nie obrażali poza kilkoma okrzykami na początku i na końcu spotkania, a także w przerwie z sąsiadujących z nami sektorów napinaczy. W odpowiedzi krzyczeliśmy „Piast Gliwice, chuj wam w cyce”, czy „Dziś Legia Piasta po ryju chujem wychlasta”. Na koniec kibiców gospodarzy pożegnaliśmy „Cześć, cześć, cześć – Legia żegna wieś”.

Gdy nasi piłkarze podeszli podziękować nam za doping po meczu usłyszeli „Legio walcząca, będziemy z Wami do końca” i „Hej Legio nic się nie stało”. No właśnie, niby nic się nie stało, ale… miałem mieszane uczucia, bo tego dnia to Piast zagrał tak jak powinna zagrać Legia. Przez niemal całe spotkanie cisnął nas, jakby to im bardziej zależało na wygranej.

Catering na Piaście średni. Do wyboru hotdog, który okazał się był zwyczajną kiełbą z kromeczką chleba oraz zapiekanki. Do picia oranżada w różnych kolorach. Żeby się dostać do lady w przerwie trzeba się było napocić, dosłownie i w przenośni. Po zakończeniu meczu picie sprzedawane było na butelki, 12 zł za 1,5l napój cieszyło się bardzo dużą popularnością.

11895057_965020830223391_6723072769128370181_o

Zanim otworzyli bramy (około 30 min po meczu) pożegnaliśmy jeszcze okrzykiem „Legia żegna Legię” naszych „Niepełnosprawnych wyjazdowiczów Legii Warszawa”, którzy jak zwykle pojawili się w sporej grupie.  Staruch poinformował, że droga powrotna do Warszawy to nie jest jakiś wyścig kto pierwszy ten lepszy, i że mamy jechać razem. W praktyce było różnie, zwłaszcza, że my akurat pomyliliśmy drogę i do domu jechaliśmy niemalże przez Katowice. Po drodze kibice zebrali się pod McDonaldem w okolicach Częstochowy i stamtąd po rozegraniu kilku partyjek w dziada (tak, graliśmy w piłkę o 2 w nocy na stacji benzynowej), już większą grupą ruszyliśmy do stolicy, w której byliśmy po godzinie 4 w nocy.

Podsumowując, wyjazd bardzo miły i przyjemny z niepotrzebnymi jak zwykle incydentami ze strony policji. W czwartek ciąg dalszy wyjazdowego maratonu dla najbardziej zagorzałych i nielicznych kibiców i walka o LE w Kijowie, na tym samym stadionie co w październiku ubiegłego roku. Jak było wtedy, zachęcam do przeczytania „napromieniowanej” relacji. My do Kijowa się nie wybieramy, ale w zastępstwie pojawi się wpis o odwiedzinach u braci z Zagłębia, gdzie będziemy w najbliższą sobotę na meczu Zagłębie – Arka Gdynia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: