Gościnna relacja – wyjazd Legii do Krakowa

DSC_3000

Zapraszam na kolejną wyczekiwaną przez Was gościnną relację z wyjazdu Legii do Krakowa, autorstwa Artura, już chyba pełnoprawnego członka redakcji legi0nista.com. Jak tak dalej pójdzie, to moje wpisy będą na tym blogu gościnnymi ale nie widzę w tym nic złego. Jeśli ktoś z Was drodzy czytelnicy również pragnie podzielić się swoją relacją z legijnego wyjazdu i ma chęć pomóc nam w rozwoju stronki, czekam na kontakt. 

DSC_3004

Wyjazd Rzecz Święta. Na wyjazdy trzeba jeździć, bo wyjazdy są od tego żeby na nie jeździć. Niby proste i oczywiste, jak się jednak okazuje nie dla wszystkich. Po co mają jechać, wszak bileciki na ewentualny finał PP i tak będą mieli zapewnione, więc wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Dystrybucja wejściówek na spotkanie w Krakowie szła jak krew z nosa. Łączny koszt wyjazdu wraz z biletem na mecz wynosił 110 zł z czego 40 zł to cena biletu. Ostatecznie sprzedaż zatrzymała się na liczbie nieco ponad ośmiuset wejściówek.

W dniu meczu panowała iście wiosenna aura, a jeśli się nie mylę to aktualnie mamy grudzień. Do miasta znanego głównie ze smogu i nożownictwa udaliśmy się pociągiem specjalnym zorganizowanym przez SKLW. Odjazd specjala zaplanowano na 11:24 z Dworca Zachodniego i kilka minut po tej godzinie wyruszyliśmy do Krakowa. W pociągu było bardzo luźno jednak oczywiście nie dla wszystkich wystarczyło miejsc siedzących. Podróż upłynęła sprawnie i szybko na rozmowach na wiadome tematy i spożywaniu wszelkiej maści trunków. W jej trakcie jeden raz poszedł rękaw, przez co miał miejsce krótki, nieplanowany postój.

DSC_2999

Około godziny 14:30 byliśmy już na dworcu w grodzie Kraka skąd przemaszerowaliśmy do podstawionych dla nas autobusów. Nie byliśmy sami, bo kibiców Legii wsparli również kibice Zagłębia, którzy pojawili się w Krakowie jednym autokarem. W wyniku niezrozumiałych i nieracjonalnych działań krakowskiej milicji po zapakowaniu się do pojazdów czekaliśmy w nich jeszcze godzinę zanim odjechaliśmy. W środku panował niesamowity ścisk więc nie należało to do przyjemności. Pecha mieli pasażerowie jednego z autobusów w którym rozjebały się drzwi i musieli czekać na podstawienie zastępczego. Nasz przejazd ulicami Krakowa tradycyjnie był atrakcją dla miejscowej ludności. Dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania byliśmy pod bramami „tesco areny”. Wpuszczanie gości na Wiśle należy chyba obecnie do najsprawniejszych w Polsce, zupełnie bez porównania z tym jak to wygląda po drugiej stronie Błoń. Tamtejsza ochrona jest wyposażona w czytniki dowodów osobistych co znacznie przyśpiesza wchodzenie bez konieczności mozolnego poszukiwania danych osobowych na liście wyjazdowej. Kontrola też nie była zbytnio drobiazgowa chociaż trzeba była stanąć na palcach i na piętach co miało zapobiec wniesieniu pirotechniki w butach. Dzięki szybkiemu wejściu każdy mógł spokojnie coś skonsumować i jeszcze trochę wypocząć na sektorze. Jak na krajowe standardy stadionowe miejscowy catering był całkiem niezły. W cenie 10 zł oferował burgera, gyrosa albo giętą, a wszystko to dość smaczne. Napoje w cenie 6 – 7 zł.

12308707_10153810298134772_2312547728881732021_n 12313545_10153810298154772_5859651822121788315_n

Minuty upływające do rozpoczęcia spotkania wykorzystaliśmy na pozdrowienie wiślaków okrzykiem „stare kurwy was rodziły”, a także przypomnieniu milicyjnej historii ich klubu tradycyjnym pytaniem o filmy. Centralnie na płocie naszej trybuny została powieszona flaga „Warriors” a na górze sektora flaga „Legia Warszawa” . Boczne płoty przyozdobiły flagi „Legia Fans” i ” Miasto Stołeczne Warszawa” na jednym oraz „Legia To My” na drugim. Ponadto wisiały flagi: „CWKS”, czaszka żoliborska, oraz „Łukowscy Fanatycy”. Na wyjście piłkarzy odśpiewaliśmy nasz hymn do czego zostało odpalone trochę pirotechniki. Wyszło świetnie. W tym czasie Biała Gwiazda zaprezentowała kartoniadę na dwie trybuny przedstawiającą herb klubu oraz napis „Ave Wisła”. Aż dziwne, że zabrakło jakiegoś motywu antyjude. Choreografia nie była specjalnie skomplikowana ale wyglądała naprawdę efektownie, była czytelna i estetyczna a to chyba najważniejsze. Fundusze na tą oprawę wiślacy otrzymali od browaru Tyskie. Na ogrodzeniu przed trybuną na której umiejscowiony jest młyn TSW oprócz wiślackich płócien zawisła flaga „Unia Tarnów – na ulicach niech panuje trwoga, walczymy by wytępić wroga”, zaś na swoim gnieździe powiesili fanę Lazio. Z naszej perspektywy ich doping na tym pojedynku mocno średni. Dobrze słyszalni tylko podczas krótkich zrywów. Kilka razy dali świadectwo swojego patriotyzmu skandując „wszyscy kibice pierdolą Polski stolicę”. Był to kolejny już mecz na Reymonta na którym fanatycy Białej Gwiazdy odpalili konkretne ilości pirotechniki czyli zero rac, zero stroboskopów, zero wulkanów, a także zero świec dymnych. Jak przystało na rangę spotkania było sporo uprzejmości z obu stron. Jeśli zaś chodzi o nasz doping to brzmiał on tego dnia różnie. Przez większość meczu było rewelacyjnie jednak było też kilka momentów zamulania. Generalnie każdy kto przyjechał wiedział po co tam jest. Ogólnie zabawa na naszym sektorze prześwietna, kto nie pojechał ma czego żałować. Poziom decybeli szczególnie wzmagał się podczas bluzgów na gts a także pod koniec spotkania gdy skórokopy którym przyszło przywdziewać legijne trykoty strzeliły Wiśle dwie bramki. Krótkie chwile ciszy w dopingu Wisły były przez nas sprytnie wykorzystywane na pocisk w ich kierunku. Po wygranym meczu grajki ze znacznej odległości dziękują nam za doping. Być może pomni zasłużonych zjebów jakie ostatnio pouczyli w Bielsku nie zdecydowali się podejść bliżej. Wydarzeń boiskowych nie opisuję gdyż jak to bywa w przypadku takich pojedynków ze względu na zaangażowanie w doping nie udało mi się zbytnio skupić na obserwacji kopaniny. Z tego co dowiedziałem się od innych osób na murawie nie działo się nic wartego uwagi. Oficjalna frekwencja na tym meczu wyniosła 20100 widzów.

DSC_3003

Po meczu byliśmy trzymani ponad godzinę na stadionie, po czym autobusami bez żadnych przygód wróciliśmy na dworzec. Powrót do stolicy podobnie jak trasa do Krakowa była szybka i bezproblemowa. Na temat patologii (w pierwotnym czyli jak najbardziej negatywnym tego słowa znaczeniu) jaka się ostatnio dzieje podczas powrotów nie wypowiadam się z wiadomych względów. Napiszę tylko, że z wyjazdu na wyjazd wygląda to coraz tragiczniej i chyba już najwyższa pora żeby odpowiednie osoby zrobiły z tym porządek, przynajmniej z tym, żeby najebani do nieprzytomności i upierdoleni własnymi wymiocinami osobnicy nie mieli na sobie w tym stanie barw Legii ani naszych zgód. Huj ma znaczenie, że to ich pierwszy wyjazd. Myślę, że niejeden z fanów dla którego był to wyjazdowy debiut mocno się zastanowi zanim pojedzie na następny. Przed godziną drugą byliśmy z w Warszawie i właściwie zaczynamy odliczać godziny do następnego wyjazdu, tym razem do Neapolu.

ŚMIERĆ WROGOM OJCZYZNY !!!

Reklamy

Komentarzy 7 to “Gościnna relacja – wyjazd Legii do Krakowa”

  1. W sumie nie wiem co fajnego się działo na tym wyjeździe. Taki wyjazd dla wyjazdu. Akurat po tym tekście zniechęciłem się do wyjazdu. Z tekstu wynika, że było średnio, w pociągu patologia i brak miejsc siedzących :D, przewóz z dworca na stadion jak zwykle w ścisku, meczu nie zdążyłeś obejrzeć. Cały wyjazd wyglądał jak byś go tylko odbębnił ;-)

    • wyjazd krajowy to żadna nowość, praktycznie zawsze jest tak samo. a jeździ sie dopingować a nie oglądać mecz

    • Trzeba było pojechać obejrzeć a nie krytykować relacje.

      • No właśnie wydać ponad 100 zł na taki wyjazd to dla mnie strata kasy. Dla jednych to frajda, owszem jak byłem młodszy jak najbardziej, ale dla innych jest to dyskomfort. Nie każdy może sobie pozwolić również wrócić w poniedziałek nad ranem zmęczony po całym poprzednim dniu do pracy, czy na uczelnie.

        Moja krytyka opiera się wyłącznie na tym, że nie widzę w tekście autora zachęty do wyjazdu, punktu zaczepienia, który dałby impuls do wyjazdu. Raczej jest to opis tego co tam się działo, jak to wyglądało bez podsumowania, analogii, refleksji.

        Reasumując, wyjazd jak wyjazd, coś się działo, trochę jak zwykle nic nowego ;-)

  2. Kolejna wspaniała „gościnna” relacja :) Czekam na więcej !

  3. Wiadomo , że „kibic” pucharowy który jeździ tylko po Lizbonach , Bukaresztach , Trondheimach , Brukselach czy innych Lipawach nigdy nie zrozumie jak przezajebiście strasznie świetne są krajowe wyjazdy , nieważne , że 5 czy 10 czy 20 raz w to samo miejsce . Nieważne w jakich warunkach . Podczas podróży pociągiem , w autobusach , na stadionie zawsze dzieje się w huj mniej lub bardziej zabawnych sytuacji z których niektóre przechodzą do historii i są pamiętane przez lata , opowiadane następnym pokoleniom wyjazdowców . Oczywiście wszystkiego tego co się działo nie da się zamieścić w relacji . A patologie są wszędzie , nie tylko na wyjazdach kibiców .
    To tak samo jak np. fan muzyki NSBM nie zrozumie jak można słuchać rapu i na odwrót .
    Jak ktoś narzeka na warunki jazdy to polecam przeczytać np. książkę „281 Dni W Szponach nkwd” i się zastanowić nad sobą .
    Ale komentarz bardzo mocny , chyba po jego lekturze zaprzestane jeździć na mecze .

    • Wydaje mi się, że kibic, który jeździ po Lizbonach, Bukaresztach, Trondheimach czy Brukselach może mieć świadomość tego, co się dzieje na wyjazdach krajowych, jaki jest syf, jak (to przecież autor powyższego tekstu sam napisał) ludzie chlają, rzygają i reprezentują barwy swojego ukochanego klubu. Możliwe, że bywał na takich wyjazdach i jest zniesmaczony tym co się dzieje i w jaki sposób to się odbywa.

      Ja naprawdę wolę pojechać na wyjazd z kumplami, zwiedzić świat, o czym pisałem na http://mojalegia.pl/wyjazdy-z-legia-i-legionistami/ niż jechać pociągiem, na stadion, do pociągu i jarać się tym, że zachlałem pałę i czy rozpaliłem grill w pociągu.

      Dla mnie również ważne jest by wspierać klub Legię Warszawa. Wspieram go chodząc na mecze na Łazienkowskiej. Bo to miejsce gdzie warto być jako kibic swojego ukochanego Klubu.

      Wydaje mi się również, że mój pierwszy komentarz, od którego zaczęła się dysputa, nie miał na celu uzmysłowić ludziom, by nie jeździli na polskie wyjazdy w za Legią. Tylko po przeczytaniu jakoś brakowało mi „plusów dodatnich” wyjazdu i zachęty od strony autora dla innych ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: