Koniec rundy zasadniczej – relacja z wyjazdu do Szczecina

20160409_153717

Sytuację w ligowej tabeli przed podziałem na grupę mistrzowską i spadkową miała rozstrzygnąć ostatnia kolejka rundy zasadniczej, na którą Legia i jej kibice udali się do zaprzyjaźnionego niegdyś Szczecina. Bilet na mecz z przejazdem pociągiem specjalnym kosztował 120 złotych, a godzina odjazdu wyznaczona została na 10:15 z dworca zachodniego. W oczekiwaniu na podstawienie „specjala” z mieszanką zaciekawienia i niepokoju obserwowali nas tzw. cywile, czyli osoby niezwiązane z ruchem kibicowskim znajdujące się akurat na peronie. Co więcej, ciekawość była obustronna i skutkowała różnego rodzaju zaczepkami z legijnej strony, oczywiście większość miała charakter humorystyczny. Naszą faworytką była młoda brunetka, która odważnie łączyła ubiór z kolekcji zimowej i wczesnowiosennej.

CAM01416

Przewidywaliśmy, że szansa znalezienia wolnego przedziału, który nie byłby wcześniej zajęty przez grupę kibicowską, będzie graniczyła z cudem, nawet w przypadku wyjazdu (mogłoby się wydawać) mniej obleganego. Postanowiliśmy zająć miejsca stojące pomiędzy przedziałami. Po około półgodzinnej podróży na naszą koleżankę zwrócił uwagę jeden z wyjazdowiczów, proponując miejsce siedzące (z pewnością nie bez znaczenia jest aparycja Agi). Nie była to zresztą pierwsza tego typu sytuacja, dlatego co by nie mówić o kibicach i ich zachowaniu w pewnych sytuacjach, nie można odmówić im troski o płeć piękną w czasie wyprawy. Co prawda z biegiem czasu i zwiększającą się ilością alkoholu z reguły staje się ona bardziej męcząca od parogodzinnego stania w korytarzu, niemniej jednak warto pochwalać tego typu działania. Droga do Szczecina minęła nam na poznawaniu innych podróżujących i rozmowach, których zakres tematyczny zwiększał się wraz z procentami.

CAM01419

Przy samym wjeździe do miasta główną atrakcją byli pojawiający się coraz częściej kibice drużyny przeciwnej, w tym jednak wypadku nie miało miejsca rzucanie wyzwiskami, petardami czy wystawianie środkowych palców tylko machanie, pozdrawianie a nawet pokazywanie eLki przez szalikowców Pogoni. Na stacji w Szczecinie pojawiliśmy się około 16:30, jednak zanim udaliśmy się w stronę stadionu, głos przez megafon zabrał Staruch, apelując o nieubliżanie Pogoni, przynajmniej do momentu w którym pierwsi nie zrobią tego portowcy. O ile przejście ze stacji kolejowej do bramek odbyło się bardzo sprawnie, tak nie można tego samego napisać o wejściu na sektor. 4 wejścia, przy każdym z nich urocza pani z papierową listą odkreślająca nazwisko każdego kibica na podstawie dowodu tożsamości, czyli mówiąc wprost zapomnij o XXI wieku i elektrycznych czytnikach jak chociażby we Wrocławiu. W tej sytuacji puściliśmy przodem kibiców niepełnosprawnych, którzy jechali  razem z nami pociągiem (zazwyczaj podróżują busami) i czekaliśmy na swoją kolej w lekkim ścisku przez około pół godziny.

CAM01429

Po pomyślnym przejściu bramki i pobieżnym przetrzepaniu przez ochronę odwiedziłem catering. Wybór sprowadzał się właściwie do kiełby lub kiełby w zestawie z colą, zdecydowałem się na drugi wariant, który kosztował mnie 15 złotych. Na jej jakość spuszczę zasłonę milczenia, mogę jedynie wspomnieć, że jej konsumpcja przyczyniła się w moim przypadku do odczuwalnych dolegliwości gastrycznych, uniemożliwiających przez pierwszą część powrotu normalne funkcjonowanie. No cóż, najwyraźniej podobnie jak piłkarze Legii swój gorszy dzień mieli również szczecińscy „kucharze”. Prowadzenie dopingu rozpoczęło się w momencie wyjścia piłkarzy na murawę, poza tradycyjnym „Mistrzem Polski jest Legia…” przywitało ich głośne „Jesteśmy zawsze tam… ” w wersji bez klaskania. Później parokrotnie zarzucane „Ceee…” przynosiło ten sam efekt w postaci niezbyt przychylnej odpowiedzi reszty publiczności zgromadzonej na stadionie (głównie januszy). Ripostą było nasze „Co wy śpiewacie,czy wy honoru nie macie”, choć warto wspomnieć, że nie sposób było usłyszeń bluzgów ze strony sektora miejscowych ultrasów. Jedynie ze względu na stosunki panujące na linii Szczecin-Sosnowiec, parokrotnie powtarzana była przyśpiewka „Zagłębie gołębie, sosnowieckie psy”, szczególnie w momentach pozdrawiania naszych zgód.

CAM01428

Doping jak na 800 głów trzymał się na przyzwoitym poziomie, chociaż stać nas zdecydowanie na więcej. Jak zwykle problematyczne dla boków było śpiewanie równe z bębnem i środkiem, powodujące całkowite rozjeżdżanie się tempa i rytmu, na co kilkukrotnie zwracał uwagę gniazdowy. Zastanawia również fakt głośniejszego śpiewania przez niektórych w pociągu aniżeli później na sektorze w trakcie meczu, ale nie będę szczegółowo rozwijał tej kwestii. W pierwszej połowie szczecinianie zaprezentowali oprawę składającą się z trzech sektorówek. Jedna w kolorze barw z napisem Pogoń Szczecin, druga nawiązywała do jednego z twórców klubu, zmarłego niedawno Floriana Krygiera, a jej uzupełnienie stanowił transparent „Mistrzu Florianie Dziękujemy” oraz niebiesko-czerwone sreberka. Trzecią częścią oprawy była sektorówka rozłożona na trybunie znajdującej się na prawo od młyna, jednak nie wszystko poszło po myśli przygotowujących choreografię, ponieważ przy jej rozkładaniu odwróceniu uległa ostatnia litera. Ponadto płótno rozerwało się w okolicach litery P, co pomimo prób uratowania sytuacji złożyło się na katastrofalny efekt.  W odpowiedzi portowcy usłyszeli od nas „Szczeciński chamie to kara za ubliżanie”.

CAM01430

W pierwszej części spotkania mieliśmy jeszcze okazję zaśpiewać „Szkoła praca, dziewczyna, rodzina..”, „Dziś zgodnym rytmem…” i „W tramwaju jest tłok…”.  Oczywiście nie mogło też zabraknąć  „Jesteśmy zawsze tam…” w wersji z klaskaniem, skopiowanej podczas ostatniego meczu w Warszawie przez Lechię Gdańsk. Druga połowa była okresem lepszego dopingu z naszej strony. Z minuty na minutę pomimo tego, że momentami bywało strasznie nierówno zaczęliśmy się rozkręcać. Preludium stanowiło długie wkręcanie się w „Hej Legia Gol…”, by po chwili ryknąć z całych sił. Kibice gospodarzy nie mając możliwości zagłuszenia nas własnym dopingiem zaczęli gwizdać. Przyzwoicie i stopniowo coraz głośniej wychodziło „Dziś zgodnym rytmem..”, szczególnie powtarzanie co jakiś czas ostatniej zwrotki, w tym momencie z naszej perspektywy Pogoń była kompletnie niesłyszalna. Zarzucana była też „Warszawa”, ale moim zdaniem najlepszy efekt osiąga przy wykonywaniu na dwie trybuny przy Łazienkowskiej. Ostatnie 10-20 minut upłynęło pod znakiem odświeżonej i ewidentnie „kupionej” przez Żyletę przyśpiewki „Nie poddawaj się,ukochana ma…”, śpiewanej z wiarą w wywiezienie przez naszych grajków trzech punktów. Tak się jednak nie stało i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Po niepewnym podejściu zawodników pod sektor gości podziękowaliśmy im za walkę i przypomnieliśmy czego od nich oczekujemy w tym sezonie. Po meczu czekaliśmy około godziny na otwarcie bram. Droga powrotna minęła raczej bez przygód, pomijając uraczenie dwóch szyb pociągu kamieniami i w związku z tym wyczuwalnego w powietrzu napięcia, mającego miejsce przy wjeździe do Poznania. Cały wyjazd zakończył się jednak bez niespodzianek i kilka po minut po godzinie 4 byliśmy na centralnym, skąd każdy mógł złapać nocny autobus w swoją stronę. Rozgrywki ekstraklasy wkraczają teraz w decydującą fazę, w przeciągu następnego miesiąca przekonamy się kto zostanie mistrzem Polski w sezonie 2015/2016, choć nie ukrywajmy, że stołeczni kibice nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż tytuł na stulecie dla Legii. Ogromna jest również wiara w upragniony awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Oby…

Mateusz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: